Witam wszystkich czytelników. Chciałbym w tym Blogu opowiedzieć Wam swoją historię po to aby każdy z Was mógł sam ocenić czy oskarżenia które padają pod moim adresem są słuszne i czy to moje zachowanie jest złe. Uważam że osobiście nie mam się czego wstydzić, a wstydzić powinny się osoby, które kreują swoją rzeczywistość, która nijak się ma do prawdy. Wierzę też, że moje dzieci kiedyś może odczytają to co tu zostanie zapisane i same ocenią czy to tata je zostawił czy zostały mu odebrane.
INFORMACJA DLA CZYTELNIKÓW, WPISY SĄ UŁOŻONE CHRONOLOGICZNIE, OD GÓRY NAJNOWSZE.
WPIS WYKONANY 25.12.2025.
Wigilia, Święta Bożego Narodzenia... Drugie święta bez widoku uśmiechu moich córeczek, bez radości rozpakowywania prezentów, bez ich śmiechów, bez zabawy... Dziękuję osobom które przesłały mi choć zdjęcia dziewczynek, aby mógł choć tak je zobaczyć.
Sąd w Mielcu właściwie każdą istotną sprawę dotyczącą mojego i życia moich dzieci rozstrzygnął w jakiś sposób na moją korzyść. To tutaj zostało mi wydane zabezpieczenie o kontaktach z dziećmi, to tutaj ograniczono władzę rodzicielską matce, za jej nie stosowanie się do zabezpieczenia i izolowanie dzieci od ojca. To w mieleckim sądzie orzeczono rozdzielność majątkową jak też, co bardzo ważne, oddalono wszelkie zarzuty co do tematu mojego rzekomego znęcania się nad rodziną. Wspólnie z moim adwokatem podjęliśmy decyzję o tym aby złożyć wniosek o zmianę miejsca zamieszkania dzieci. Po to aby dzieci mieszkały ze mną. Wniosek trafił do sądu i w trakcie oczekiwania na termin rozprawy, ku mojemu jak i mojego adwokata zdziwieniu, po kilku tygodniach oczekiwania okazało się że wszelkie akta trafiają do sądu w Tarnobrzegu. Szybko wyjaśniło się że tym powodem było złożenie przez „J” pozwu rozwodowego. Może bojąc się tego aby sąd w Mielcu, znający już metody działania „J” nie zabrał jej dzieci, uciekła ze wszystkim sprawami do sądu wyższej instancji który jeszcze nie zna w ogóle sprawy, albo spraw jakie dotyczą mnie i „J” a dodatkowo znów zyska na czasie bo przecież machina sądowa musi ruszyć całkiem od nowa... Śmieszne lecz prawdziwe, na dwa dni przed datą złożenia przez „J” pozwu rozwodowego, dzwoniła do mnie Pani Kurator która próbowała przekonywać mnie o tym że „J” nadal mnie kocha. Kiedy otrzymałem informację o pozwie to po poinformowaniu o tym Pani Kurator, można powiedzieć że ją hmmmm wcięło. Chyba w tym momencie dotarło do niej wreszcie że „J” cały czas ją okłamuje, mówi jej co innego a robi zupełnie coś innego. Pani Kurator od tego czasu wylądowała na „chorobowym” „J” pozbyła się sama osoby która w dużym stopniu trzymała jej stronę a powinna być neutralna.
„J” w trakcie naszych spraw sądowych ma już trzeciego adwokata, najpierw był Pan z Rzeszowa ale hmm jak ma się nawet najlepszego , najdroższego adwokata to jeśli, nie słucha się jego rad i nie wykonuje się poleceń sądu to trudno się dziwić że on przegrywa wszystkie sprawy. W między czasie pojawił się jakiś adwokat spod Mielca, a do sprawy rozwodowej „J” wybrała Panią adwokat z Tarnobrzega. „J” oczywiście nie zgadzała się z żadnym postanowieniem sądu w Mielcu, uparcie wmawiając wszystkim znajomym, rodzinie jak i sobie że przegrywa rozprawy bo ja i moja rodzina, mamy znajomości w sądzie w Mielcu. Jestem w posiadaniu nagrania na którym „J” otwarcie stwierdza że wygrywam w sądzie bo mój brat jest znajomym Pana Grzegorza Króla, czyli Prezesa sądu w Mielcu. To teraz żeby zobrazować jej myślenie dla Was. Według „J” mój brat wpływa na Prezesa Sądu Rejonowego w Mielcu w taki sposób że Pan Prezes wpływa na 4 różnych niezawisłych sędziów w taki sposób że oni wydają orzeczenia pozytywne dla mnie. Fajnie to brzmi prawda? Sami sobie odpowiedzcie w swoich głowach czy to jest w ogóle możliwe i jakie sankcje karne może ponieść ktokolwiek kto ingeruje lub nakłania sąd w jakikolwiek sposób do wydawania orzeczeń na jego korzyść pomijając fakty. A teraz najśmieszniejsza informacja co do powyższego, mój brat rzeczywiście zna osobę która nazywa się Grzegorz Król, ma go nawet w znajomych, problem polega na tym że są to dwie różne osoby, a łączy je tylko to samo imię i nazwisko. Ileż osób w Polsce nosi takie samo imię i nazwisko? Tym bardziej nazwisko raczej powszechne.
No więc sąd w Tarnobrzegu wreszcie ustalił termin pierwszej rozprawy rozwodowej. Tak żebyście jeszcze miel i jasność, to złożony przez nią pozew jest oczywiście pozwem z orzeczeniem o mojej winie i w pozwie tym domaga się zadośćuczynienia na kwotę ponad 80 tyś PLN oraz alimentów na dzieci i na nią w wysokości 6 tyś PLN miesięcznie. Wiec o co chodzi tej kobiecie? TYLKO O PIENIĄDZE. Tylko to ma dla niej wartość. Jasne jest też że po pierwsze, nie mam 80 tyś PLN bo moje obecne alimenty jak wydatki na życie nie pozwalają w żaden sposób na odłożenie czegokolwiek. Sam adwokat pochłonął już worek pieniędzy i bez pomocy moich rodziców chyba musiał bym wyjadać z koszy na śmieci żeby nie być głodnym. A po drugie alimenty we wnioskowanej przez „J” kwocie przewyższają moje zarobki wiec nie wiem jak miałbym je pokrywać. Wierzcie mi tylko że sądy w Polsce nie zwracają często uwagi na to czy facet ma za co żyć, ma być bankomatem. A jak Cię nie stać na życie to sobie je odbierz.
Przy pierwszej rozprawie rozwodowej przesłuchiwani byliśmy tylko ja i „J”. Ona jako pierwsza około 30 minut. Oczywiście zeznała ze łzami w oczach o tym że je zostawiłem, że bez środków do życia, że niczym się nie interesuje, nie obchodzą mnie dzieci i wiele wiele innych. Uwierzcie mi, aktorstwo level master. „J” naprawdę minęła się z zawodem, powinna zostać aktorką bo to jej świetnie wychodzi. Nadszedł mój czas. Zeznawałem półtorej godziny. Ja nie gram ja opowiadam tylko to co mnie spotkało przez 6 lat małżeństwa.
Zaczynając od pobić.
Pierwsze pobicie: Jeszcze studiowałem, w weekendy dojeżdżałem na studia do Rzeszowa. Pewnej niedzieli jak zwykle zbierałem się na uczelnie, wyszedłem z mieszkania i na przeciwko mojego bloku na przystanku siedział mój znajomy. Zapytał mnie czy podrzucę go na Smoczkę, oczywiście się zgodziłem. Musiałem najpierw zatankować auto więc skoczyłem na Orlen zalałem auto i spostrzegłem się że zapomniałem z domu telefonu. Więc wróciłem się pod blok, wbiegłem na szybko do mieszkania i po otwarciu drzwi pierwsze co zobaczyłem to otwartą dłoń lądującą na moim policzku. Dość mocno trafiła bo głowa odbiła mi się jeszcze od ściany. I krzyk „KIM ONA KUR.....A JEST????” Byłem totalnie oszołomiony i zdołałem tylko wydukać, „ALE KTO”? I kolejny strzał wylądował na mojej twarzy. „TA KUR.... W TWOIM SAMOCHODZIE!” Byłem w takim szoku że nawet nie byłem zdenerwowany i zaproponowałem „J” żeby zeszła ze mną na dół i sama się przekonała kto siedzi w moim aucie. Nie zgodziła się a ja po prostu zabrałem telefon i wyszedłem. Zobaczyłem już, że miałem kilka nie odebranych od niej połączeń wraz z SMS-ami tej samej treści jakie usłyszałem w mieszkaniu. Totalnie zażenowany zszedłem do auta i odjechałem, podrzuciłem tego kolegę i pojechałem na zajęcia. Cały dzień otrzymywałem wiadomości o tym że ją zdradzam itd. „J”zresztą przez wiele kolejnych lat twierdziła że siedziała wtedy w aucie kobieta.
Drugie pobicie: W moje 30 urodziny przyszli do nas moi znajomi, na marginesie był to ostatni raz kiedy moi znajomi nas odwiedzili. Po tych urodzinach rano hmm, no korzystałem z toalety, „J” otworzyła drzwi do kibla z pytaniem dlaczego ją okłamuje i nadal palę papierosy. Rzeczywiście wiele razy mówiłem jej że nie palę już, ale jakoś nie umiałem nigdy do końca pozbyć się tego nałogu. Wtedy rzeczywiście był okres kiedy nie paliłem, ale ona nie dawała za wygraną i moje słowa o tym że od dawna nie paliłem nie trafiały do niej. Więc jak powiedziałem jej że z tydzień wcześniej paliłem to wpadła w szał, zaczęła mnie okładać po głowie, twarzy. Miała przekręcony pierścionek na palcu i po jednym z uderzeń rozcieła mi nim policzek. Nie miałem nawet jak za bardzo się bronić bo przecież siedziałem na muszli klozetowej... Udało mi się jakoś przemknąć do łazienki i zamknąłem się w niej a „J” spakowała się i wyszła do swojej mamusi. Pamiętam że przez kilka kolejnych dni kiedy goił się policzek wmawiałem wszystkim że gałązka z drzewa mnie uderzyła, i stad to rozcięcie.
Trzecie (może nie pobicie ale...) Będąc w pracy otrzymałem od „J” treści „MLEKO SIĘ WYLAŁO, PRZYZNAJ SIĘ” Ni cholery nie wiedziałem o co jej chodzi, po powrocie z pracy „J” nakazała mi aby usiąść na kanapie, po czym weszła na mnie, przycisnęła mi kolanami ręce tak abym nie mógł się uwolnić i kazała mi się przyznać. Przyznać do tego że ją zdradziłem jak była w ciąży.... Oczywiście żadnej zdrady nie było ale „J” pomimo moich zapewnień że nic takiego się nie wydarzyło to na moje pytanie skąd jej się urodził pomysł że ją zdradziłem, stwierdziła że,.....WRÓŻKA JEJ TAK POWIEDZIAŁA. Tak wróżka z Facebooka której zapłaciła, stwierdziła że mąż ją zdradził.... Nie powiem ale wtedy się już naprawdę zdenerwowałem, chyba to nie dziwne i uwolniłem się z jej blokady, chciałem opuścić dom żeby choć trochę ochłonąć a co zrobiła „J”? Stanęła przed drzwiami i stwierdziła że mi nie wolno wyjść tylko mam się przyznać. Żeby jakoś próbować się uspokoić wyszedłem na balkon a „J” zamknęła mnie na nim, spakowała starszą córeczkę do nosidełka i wyszła z domu, widziałem tylko jak pod blokiem wsiada do samochodu swojej mamusi. Z balkonu wypuścił mnie dopiero patrol policji który został wezwany na miejsce.
Podobnych historii jest dużo więcej aczkolwiek będę je opisywał w dalszych wpisach. Mogę tylko dodać na tą chwilę że Panie które siedziały obok Pani sędzi podczas moich zeznań kręciły głowami z niedowierzaniem. Sąd wydał mi nowe zabezpieczenie dotyczące moich kontaktów z dziećmi ale nie zmienił ich miejsca zamieszkania. Na mały plus jednak było to że Pani sędzia wydając mi nowe zabezpieczenie co do kontaktów z dziećmi, nakazała aby przekazania dzieci odbywały się pod nadzorem kuratora, i teraz jeśli dzieci zostaną wydane ojcu, to za tego kuratora będzie płacił on ale jeśli nie dojdzie do kontaktów to za uczestnictwo kuratora będzie płacić „J”. Zaznaczyła przy tym że dzieci mają być przygotowane i przekazane ojcu. Przygotowane, oznacza namówione do tego aby iść do taty. „J” przez rok wymazywała ojca dzieciom z głów więc teraz niech przywraca go do życia dla dzieci. Myślicie że coś się zmieniło? NIC.
WPIS WYKONANY 12.12.2025
W kolejnych tygodniach , miesiącach odbywały się rozprawy, sądowe, przesłuchania itd. W końcu nadszedł dzień ostatniej rozprawy dotyczącej mojego rzekomego znęcania się nad „J” jak i nad moimi dziećmi. Sąd po pełnym rozpoznaniu sprawy wydał postanowienie całkowicie oczyszczające mnie z jakichkolwiek zarzutów. Słów uzasadnienia Pani sędzi nie zapomnę do końca życia.
Zwracając się do „J” Pani sędzia stwierdziła iż nie ma ani jednego dowodu ani przesłanki stanowiącej o tym że w jakiś sposób stosowałem przemoc. Natomiast z załączonych przez powódkę nagrań wynika iż jedyną agresywną osobą na nich jest sama „J”. „Pani mąż właściwie nic się nie odzywa a Pani ciągle krzyczy i kto zdrowy na umyśle o wpół do trzeciej nad ranem podkrada śpiącemu człowiekowi telefon aby się do niego włamać? Po co Pani to w ogóle zrobiła?” – Pytanie pozostało bez odpowiedzi.... Mój adwokat w trakcie przesłuchań zadał „J” jeszcze jedno kluczowe pytanie..
„Czy prawdą jest że wysłała Pani do pracy pozwanego wiadomości w których oskarżyła Pani Pana Tomasza o przyjmowanie korzyści majątkowych oraz poniżyła Pani go opisując jako przemocowca, jako alkoholika?”
Odpowiedź „J” – TAK.
Pytanie: „A w jakim celu Pani to zrobiła?”
Odpowiedź „J” – „Aby się opamiętał”
Jeśli ktoś mi wyjaśni w racjonalny sposób jaki był cel tego działania to będę mu wdzięczny. Matka moich dzieci, której płacę alimenty i to całkiem spore próbowała doprowadzić do tego abym został zwolniony z pracy na podstawie jej pomówień. Jakie korzyści by z tego miała? Jakie korzyści miały by moje dzieci? Przecież równoznaczne jest to że jeśli tracę pracę to nie mam z czego płacić jej alimentów. Za co by żyła ona, za co moje dzieci?
Kolejnym atakiem było składanie zawiadomień na policję o moim rzekomym znęcaniu. Policja nie ruszała z niczym bo nie miała z czym po moim pobycie na dołku. I „J” to bardzo przeszkadzało, więc co zrobiła? Poszła na policję zeznać iż w czasie kiedy mieszkaliśmy razem trzykrotnie ją zgwałciłem, ona nie pamięta kiedy ale pamięta że trzy razy. Raz w łóżku, raz na kanapie a raz na schodach. Zostałem wezwany na policję w celu złożenia wyjaśnień. Po usłyszeniu tych oskarżeń po prostu już parsknąłem śmiechem i zapytałem Panią policjantkę czy przypadkiem podczas tego rzekomego gwałtu na schodach nie ciągnąłem jej jeszcze za włosy, i czy to był stosunek od tyłu czy od przodu? Zastanawiałem się jeszcze czego nowego dowiem się o sobie, jakie nowe oskarżenia, pomówienia jeszcze się pojawią i co jej to daje?
Ciągle oczywiście w wyznaczonych terminach pojawiałem się pod domem moich dzieci aby spróbować choć je zobaczyć. Jak zawsze bez skutku. Na domu pojawiły się kamery w kilku miejscach i zauważyłem wiele razy jak po moim przyjeździe i wyjściu z auta, kamera kręci się i podąża za mną. „J” siedziała w domu i obserwowała, właściwie nadal obserwuje moje przyjazdy ale nigdy mi nie otworzyła. Przez wiele miesięcy wiedziała że jestem pod domem że czekam pod drzwiami ale ich nie otwierała. Odłączyła nawet dzwonek żeby dzieci nie słyszały jak tata dzwoni do drzwi, pozostało mi tylko pukanie a dzieci będąc na górze w swoich pokojach nie mogły tego usłyszeć.
Podczas jednej z wielu rozpraw sądowych „J” potrafiła zeznać że przecież ona przygotowuje dzieci ale ja tak szybko odjeżdżam że ona nie zdąży nawet zejść na dół żeby mi otworzyć a mnie już nie ma.... No jak można tak kłamać? Zawsze pojawiam się pod domem na dobre kilka minut przed wyznaczoną godziną, zawsze wychodzę z auta, pukam do drzwi, czekam po kilka minut i jak nikt nie otwiera to odjeżdżam, nie wzywam policji bo oni tak nic nie mogą a każdy mój przyjazd nagrywam. Mam ponad 140 nagrań moich przyjazdów po dzieci. A idąc dalej jej zeznaniami to po otrzymaniu pytania ile razy była wzywana policja w związku z tym że nie stosuje się do moich widzeń z dziećmi,”J”odpowiada bez żadnego zażenowania że??? NIE WIE BO JEJ NIGDY NIE MA W DOMU JAK JA MAM MIEĆ KONTAKTY Z DZIEĆMI. No to jak to w końcu jest? Nie zdąży zejść na dół żeby mi otworzyć drzwi czy jej i dzieci nigdy nie ma w domu? Ktoś jest w stanie to ogarnąć bo ja nie?
Kolejny wpis niebawem
WPIS WYKONANY 03.12.2025
Rozpoczęły się przyjazdy rodziców do dzieci – pierwszy kontakt? Dziewczynki były wycofane..na początku nie chciały zbliżyć się do dziadków, dzięki świetnemu podejściu mojej mamy starsza córeczka przekonała się do niej i zaczęły się świetnie bawić. To przekonało i młodszą i zabawa ruszyła na całego. Niestety cały czas w tym samym pomieszczeniu była „J” co wpływało na dzieci. Rodzice widzieli że dziewczynki ciągle spoglądają w stronę matki i szukają jej reakcji. Chciały najpewniej wiedzieć czy robią dobrze i czy mama nie będzie na nie zła za to że świetnie bawią się z dziadkami. Musze tu zauważyć że zgodnie z podpisaną przez „J” ugodą w sądzie, jej miało nie być w tym samym pomieszczeniu. Właśnie po to aby dzieci mogły poczuć się swobodnie. Niestety ale wyznaczona Pani kurator nie potrafiła tego wymóc na „J”, powiem nawet więcej, jej raporty z wizyt nie opisywały całości wizyt, nie informowały o tym że matka nie do końca stosuje się do podpisanej przez nią ugody. Mimo to rodzice co tydzień przyjeżdżali i przez kilka pierwszych spotkań dzieci świetnie się z nimi bawiły. Doszło nawet do tego że po jednej z wizyt, mój tato wrócił tak spocony że można było wyciskać jego koszulkę. Grał razem ze starszą córą w piłkę a ona tak bardzo się tym cieszyła że pomimo ogromnego zmęczenia nie odpuścił, nie przerwał grał i grał a wnuczka śmiała się, rzucała mu się na szyję, nie odstępowała go na krok przez całe 2 godziny.
Gdzie w tym przypadku byłem ja? Hmm ja oczywiście w każdym wyznaczonym terminie jeździłem pod dom „J” aby choć próbować samym swoim przyjazdem, obecnością wreszcie wymóc na niej choć otwarcie drzwi. Wszelkie informacje o dzieciach otrzymywałem tylko albo ze żłobka lub przedszkola, no i od rodziców po ich wizytach. Za każdym razem jak wracali czekałem na ich pełną relację z tego co robili z dziewczynkami, jak one się mają, jak się zmieniają, jak się świetnie bawili. Może to zabrzmi źle ale w pewnym sensie im zazdrościłem że oni mogą się widzieć z dziewczynkami a ja nie... Widać jednak było że rodzice coraz bardziej przeżywają każdą wizytę. Dlaczego? Na każdej kolejnej wizycie „J” coraz bardziej próbowała sprowokować ich do kłótni, ciągle były jakieś docinki, komentarze, a Pani kurator zupełnie nic z tym nie robiła... Rodzice nie reagowali na to wszystko wokół , zajmowali się tylko dziećmi i tylko to było dla nich ważne, ale po odbytych wizytach było widać jak schodziły z nich emocje, te złe emocje które musisz ukryć bo jeśli dasz się „J” sprowokować to ona to bez wahania wykorzysta przeciwko Tobie twoje emocje.
Wszystko się zmieniło jak za dotknięciem magicznej różdżki zaraz po wakacjach. Po tych wakacjach o których „J” nie informowała mnie, nie pytała o zdanie. Najpierw w dzień przed wizytą rodziców otrzymałem od „J” smsa z informacją o tym że dzieci nie będzie w domu przez 2 tygodnie i że nie będą odbywały się moje kontakty bo ona jedzie z dziećmi na wakacje (choć i tak się przecież nie odbywały, ale obowiązkowi poinformowania stało się zadość). W ten sam dzień zadzwoniła Pani kurator z informacją do rodziców że przez 2 tygodnie nie będzie widzeń bo matka zabrała dzieci na wakacje... Tak jak pisałem już wcześniej, „J” mogła i nadal robi co chce bo nie ponosi za to żadnych konsekwencji, Pani kurator w jej zachowaniu nie widziała nic złego.... ale jak można widzieć coś złego u kogoś u kogo wypija się „najlepszą kawkę” (tak Pani kurator potrafiła powiedzieć „J” podczas jednej z wcześniejszych wizyt rodziców. Pani dała się zmanipulować albo nawet można powiedzieć że zakumplowała się z „J” a „J”cały czas ją zwodziła. Ale wracając do sedna, co się zmieniło? Wszystko.... Wystarczyły 2 tygodnie w towarzystwie tylko matki, babki i najstarszej córki „J”.... Rodzice przyjechali do domu „J” na kolejną wizytę po wakacjach. Drzwi się otworzyły a dziewczynki widząc dziadków wpadły w tak okropny krzyk jak by ktoś im robił ogromną krzywdę. Uciekły na górę do swojego pokoju i więcej już nie zeszły. Pani kurator stwierdziła że dzieci się ich boją.... Boją się? a jeszcze 2 tygodnie temu nie odstępowały dziadków na krok podczas ich wizyt.... Jak szybko można zmienić myślenie malutkich dzieci aby znienawidziły kogoś, kogoś kto kocha je bezwarunkowo i ponad życie. Kto nigdy nie zrobił im żadnej krzywdy. „J” razem z matką i najpewniej córką, wymazały dziewczynkom z głowy dziadków, ich dobroć i miłość.
WPIS WYKONANY 29.11.2025
Tak naprawdę po otrzymaniu postanowienia o widzeniach z dziewczynkami rozpoczęła się moja walka o kontakt z nimi, która to walka trwa do dzisiaj i potrwa pewnie jeszcze bardzo długo, jedno wiem na pewno. Nigdy nie odpuszczę. Szukałem różnych rozwiązań jak zgodnie z prawem uzyskać kontakty z dziećmi, na początek za sugestią adwokata złożyliśmy w sądzie wniosek o ograniczenie praw rodzicielskich matce ze względu na stosowanie wobec dzieci przemocy psychicznej w postaci „izolacji od drugiego rodzica” i nie stosowania się do prawomocnego postanowienia sądowego. Jak to w polskich sądach, musisz czekać na termin rozprawy. W między czasie ciągle w wyznaczonych terminach pojawiałem się pod domem „J” aby uzyskać kontakt z dziećmi. Niestety bez powodzenia, drzwi były zawsze zamknięte. Policja poradziła mi aby już nawet po nich nie dzwonić tylko nagrywać moje przyjazdy, bo przecież oni i tak nic nie mogą zrobić. Ustalono wreszcie termin rozprawy, nie pamiętam ile dokładnie czekałem, ani daty kiedy się odbyła, ale było to już dość dawno temu. Tak się złożyło że również termin rozprawy moich rodziców był w ten sam dzień (rodzice założyli sprawę o ustalenie kontaktów z wnuczkami bo przecież oni również chcieli by widzieć swoje wnuczki) Jak wiecie w polskich sądach sędzia jest losowany do każdej ze spraw. Mnie trafiło się to że obie te sprawy rozpatrywała ta sama sędzia która przynała mi kontakty z dziećmi. (W mielcu jest chyba tylko 4 sędziów sądu rodzinnego więc trafienie na tego samego sędziego nie jest niczym nadzwyczajnym. Inaczej do dziś sądzi „J”, ciągle opowiadając że używany rodzinnie jakichś znajomości w sądzie i dlatego postanowienia są na moją korzyść)
No więc mamy rozprawę, oboje zeznajemy. Najpierw ja, opowiadam jak jeżdżę po dzieci, ile razy była policja, dołączam filmiki potwierdzające każdy mój przyjazd. Co na to „J”? A no stara śpiewka że jestem przemocowcem, że się znęcałem itd... Pani sędzia zadaje jedno kluczowe pytanie „J”
- Czy stosuje się Pani do wydanego prawomocnego zabezpieczenia co do kontaktów ojca z dziećmi?
Odpowiedź „J” – NIE. I nigdy się do tego nie zastosuję!
Sąd nie miał wątpliwości co do psychicznego znęcania się nad dziećmi przez „J” i ograniczył jej prawa rodzicielskie. Chcecie wiedzieć co to dla „J” oznaczało? Faktycznie nic. Ot kolejny przykład polskiego prawa rodzinnego. W związku z ograniczeniem jej praw rodzicielskich, został na nią i na dzieci nałożony kurator, który to ma za zadanie nakłonić „J” do stosowania do moich widzeń z dziećmi i nadzorować stan dzieci (czy są czyste, najedzone, czy w domu panuje ład) A tak faktycznie jest to urząd który nie może nic albo nic nie chce. Przynajmniej wybrana Pani kurator nie zrobiła nic, aby umożliwić mi kontakty z dziećmi. Nie potrafiła niczego na „J” wymóc ale wiecie tak naprawdę ona nic mogła jak każdy kurator w tym kraju. Mogła pisać tylko sprawozdania do sądu raz w miesiącu, to raz pisała a raz nie, i tak z tego nic nie wynikało i nadal nie wynika. Jak dzieci nie widziałem tak nie widziałem.
Po wyjściu z rozprawy miała się odbyć kolejna, co do kontaktów dziadków. Pani sędzia zaproponowała ugodę. My, ja i moi rodzice wyszliśmy z propozycją, że kontakty wnuczek z dziadkami będą odbywały się w domu „J” pod nadzorem kuratora ale bez udziału matki. Koszt nadzoru kuratora poniosą moi rodzice (Tak za to się płaci i to wcale nie mało). Wizyty miały być raz w tygodniu. „J” nie miała wyjścia, musiała się zgodzić na ugodę bo każdy jej opór mógłby spowodować ustalenie kontaktów przed sąd, przez Panią która 15 minut wcześniej ograniczyła jej prawa rodzicielskie. Wyszliśmy z sądu z odrobiną satysfakcji. Pierwszy raz poczułem że wreszcie „J” zaczyna ponosić jakiekolwiek konsekwencje olewania prawa i cieszyłem się że moi rodzice będą mogli widywać się z dziewczynkami i choć od nich dzieci usłyszą że – TATA JE KOCHA I TĘSKNI.
WPIS WYKONANY 24.11.2025
Dzień po usłyszeniu postanowienia sądu co do moich kontaktów z córeczkami, przed 17 zapakowałem się w auto, pełen uśmiechu że wreszcie zobaczę moje dziewczynki... Dojechałem na miejsce wyszedłem z auta i zadzwoniłem dzwonkiem......... i tyle... drzwi się nie otworzyły.... Nie miałem postanowienia sądu na papierze więc w tym przypadku odpuściłem sobie wzywanie policji.... Sytuacja powtórzyła się przez kilka kolejnych wizyt... Przy 5 lub 6 wizycie drzwi się otworzyły..... „J” wyszła na zewnątrz z jakimś papierkiem i kazała mi go podpisać... Nie miałem jak nawet go przeczytać więc stwierdziłem że w ciemno niczego nie podpisze, niech da mi to do domu to przeczytam i jak dokument okaże się zasadny to go podpiszę. „J” kategorycznie odmówiła, wsiadła do „MOJEGO AUTA KTÓRYM JEŹDZI DO DZIŚ” i odjechała. Dzieci zapewne nawet nie było w środku a pewnie były u teściowej.
Otrzymałem wreszcie pisemne postanowienie o moich kontaktach. Na kolejną wizytę oczywiście zabrałem to ze sobą. Scenariusz ten sam, drzwi zamknięte, nikt nie otwiera, więc wezwałem policję. Po odczekaniu pół godziny - jest! pojawił się patrol. Panowie przeczytali postanowienie sądy, wylegitymowali mnie, podeszli do drzwi, zadzwonili dzwonkiem i...........nikt im nie otworzył. No więc poprosili mnie o numer telefonu do ”J”. Pan zadzwonił – nikt nie odebrał. Panowie spisali notatkę i powiedzieli że nic nie mogą zrobić.... Ot takie polskie prawo. No i hmm do momentu pierwszej rozprawy rozwodowej gdzie postanowienie sądu o moich kontaktach z dziećmi zostało zmodyfikowane odbyłem ponad 120 całowań klamki. Wiele interwencji policji... Nawet zgłosiłem porwanie kiedy „J” bez mojej wiedzy wywiozła dzieci. Napisała mi po kilku dniach że pojechała z dziećmi do Energylandii na tydzień... A co policja na to? ( w momencie zgłaszania porwania nie wiedziałem gdzie wyjechały) A nic, Pan spisał notatkę do sądu o tym że ojciec był na policji i zgłosił porwanie rodzicielskie, on to prześle do sądu i zobaczymy co sąd z tym zrobi. (do tej pory nie zrobił nic). Na moje pytanie , dlaczego nie wszczynają poszukiwań matki z dziećmi stwierdził bo nie muszą. Bo jak Pan sam powiedział „to matka zabrała dzieci” A na moje kolejne pytanie, kto poniesie odpowiedzialność jeśli rodzić zrobi dziecku krzywdę a Wy nie zareagujecie właściwie w ogóle? Odpowiedział – My, Policja, ale takie mamy przepisy, porwanie rodzicielskie nie jest porwaniem. Jak napisałem wyżej, jeździłem po dzieci i wciąż to robię a dalsze losy opisze w kolejnym wpisie
Niszczenie mnie jako pracownika. Będąc jeszcze w hm. wtedy według mnie normalnym związku małżeńskim, nie raz słyszałem od „J” teksty typu „jak nie zrobisz tak jak chce to Cię zniszczę” „J” doskonale wiedziała że lubię swoją pracę. Nie raz powoduje u mnie stres, nie raz rodzi małe wewnętrzne konflikty, nie raz mnie denerwuje, ale naprawdę szczerze lubię tą firmę i pracę z nią zawiązaną. Fantastyczną atmosferę wśród zgranej ekipy. Przez wiele lat moje przyjście do pracy wiązało się, i w sumie nadal wiąże się z uśmiechem na twarzy. Może nie każdy to wie i widzi ale bardzo dużo pozytywnej energii daje pracownikowi stawianie mu wyzwań i poleganie na nim. Bardzo buduje Cię to mentalnie kiedy wiesz że firma może na Ciebie liczyć a ludzie w niej pracujący nie wyobrażają sobie pracy bez Ciebie. Daje to mega pozytywnego kopa i robi uśmiech w głowie, mimo że czasem nie ma go na twarzy.
Zanim "J" wykonała atak na moje miejsce pracy to kilka dni wcześniej... wysłała mi list. W liście tym zapewniała mnie że nadal mnie kocha, co więcej, nigdy nie chciała dla mnie źle i zawsze mogę do niej wrócić, ona mi wybaczy to co zrobiłem.... (tylko co ona ma mi wybaczać?)
No wiec jak mnie zniszczyć jako człowieka? Najpierw zniszcz jako pracownika. Zrób wszystko aby stracił pracę którą tak lubi i tak buduje mentalnie. Zaczęło się od zapytań przez messenger lub linkedin do pracowników firmy, sugerowaniu że mam romans w pracy. Nikt nie wziął tego na poważnie aczkolwiek to był tylko początek. Pojawiła się wiadomość, którą otrzymała jedna z najwyższych osób w firmie oskarżająca mnie o przemoc, alkoholizm, brak predyspozycji do pracy oraz działanie na szkodę firmy. Firmy którą uważam za swój drugi dom. Miałem wtedy pierwszą bardzo obciążającą mnie rozmowę, kiedy musiałem opowiedzieć co się dzieje w moim życiu prywatnym. Działanie „J” spowodowało we mnie ogromny strach, ogromne zażenowanie i wstyd, ale najgorsze miało dopiero nadejść. „J” wysłała do Wielkiej Brytanii, wiadomość w której pomówiła mnie o przyjmowanie korzyści majątkowych z racji mojego stanowiska i negocjacji jakie prowadzę od 15 lat. To nie mogło skończyć się tylko wstydem. Zarząd musiał zweryfikować czy aby na pewno nie działam na niekorzyść firmy. Całe dochodzenie trwało kilka miesięcy, wiem że były prowadzone przesłuchania firm z którymi współpracuję. Na koniec zostałem ja - orzeszek do przesłuchania. Odbyłem długą konferencję z wieloma osobami zarządzającymi...Dla mnie pełną wstydu, zażenowania i stresu. Nigdy nie przyjąłem żadnej korzyści majątkowej z tytułu podpisania jakiejś umowy, nigdy nie próbowałem uzyskać cokolwiek dla siebie w negocjacjach w jakimkolwiek temacie, zawsze ale to zawsze robiłem wszystko aby każdą usługę lub rzecz którą zamawiam, wybierać, z korzyścią dla firmy. Jak widać zarząd mi zaufał pomimo tych pomówień nadal i mogę pracować tam gdzie lubię i z ludźmi którzy są dla mnie jak rodzina. Tu chciałbym Wam, moim kolegom i koleżankom podziękować za to że jesteście ze mną i dajecie mi ogromne wsparcie. Nie powinienem tu może nikogo wyróżniać ale to co zrobił mój bezpośredni szef wtedy, jak to wszystko się zaczęło będę pamiętał całe życie. Nie sądziłem że w pracy można otrzymać takie wsparcie a wierzcie mi, można i dziękuję Wam za to.
Następny wpis niebawem.
WPIS WYKONANY: 21.11.2025
Co dalej?
Podjąłem decyzję że nie wrócę już do tej kobiety, zresztą miałem zakaz zbliżania się na 14 dni. Najważniejsze było dla mnie to aby jak najszybciej odzyskać kontakt z dziewczynkami. Na szczęście dzięki pomocy mojej rodziny szybko udało się nam uzyskać kontakt z adwokatem. Złożyliśmy do sądu wniosek o pieczę naprzemienną, jednocześnie Pan mecenas radził abym zaczął jej płacić alimenty pomimo tego że nie nakazał mi tego sąd. Tak też zrobiłem i od grudnia zacząłem płacić. Wiedziałem że koszty utrzymania wynajętego domu są bardzo wysokie i właściwe do momentu mojego pozbycia się z domu za wszystko płaciłem ja. Więc jak widać „J” nie obchodziło nic związanego z kosztami życia rodziny, Zakupy, rachunki, codzienne wydatki były tylko na mojej głowie. „J” nie dokładała się ani 1 zł do codziennych kosztów życia pomimo tego że przecież zarabiała i zarabia. Tłumaczyła to tym że ona kupuje ciuszki dzieciom, to fakt - to kupowała ciągle robiąc mi pretensje że ja to też powinienem robić „co ze mnie za facet jak nie umie utrzymać rodziny” słyszałem komentarze jak prosiłem „J” o jakiekolwiek wsparcie finansowe na utrzymanie. Mając na uwadze że koszty życia w wynajmowanym domu są bardzo wysokie, zaproponowałem „J” że może na czas rozwiązania konfliktu zamieszkać w moim mieszkaniu, ja przecież mieszkałem u rodziców. I zgadnijcie z jaką reakcją się to spotkało… „najpierw wyremontuj mieszkanie” a najlepsze, „nie zamieszkamy na twoim mieszkaniu chyba że mi je przepiszesz na własność” a jak nie to płać za wynajęty dom bo to Twój obowiązek! No nie to nie mój obowiązek, wypowiedziałem umowę najmu z 3 miesięcznym okresem wypowiedzenia i płaciłem przez 3 miesiące połowę kwoty najmu aby wszystko było zgodne z prawem. Jednocześnie cały czas płacąc jej alimenty.
W między czasie dotarły do mnie informację że prokuratura nie ma zamiaru wszczynać przeciwko mnie jakiegokolwiek postępowania w związku z wydarzeniami z 10-11 listopada. Ale „J” nie dała za wygraną. Złożyła do sądu pozew cywilny przeciwko mnie o rzekome znęcanie się nad nią i nad dziećmi, Poskutkowało to tym że jeszcze w listopadzie po złożeniu pozwu, mój zakaz zbliżania się do niej został wydłużony na czas trwania postępowania sądowego (czas bliżej nie określony). W tym samym czasie została wszczęta wobec mnie procedura Niebieskiej karty i zostałem wezwany do MOPSU na komisję orzekająca. Udało mi się odzyskać z usuniętych przez „J” wiadomości część SMSów jeszcze z 2022roku. Przygotowałem te wiadomości na komisję, dołączyłem je do akt w sądzie itd. Podczas przesłuchania przez komisję w MOPSIE po zapoznaniu się komisji z przedstawionymi przeze mnie wiadomościami i moją opowieścią o życiu z „J”, jeden z jej członków zapytał mnie wprost – dlaczego nie zgłosiłem tego już wtedy? Przecież żona się nad Panem znęcała psychicznie. Nie wiedziałem co mam mu powiedzieć, wtedy wydawało mi się że rzeczywiście ona ma rację a to ja jestem ciągle tym złym w tym związku. Tak czy siak „Niebieska karta” musiała zostać mi założona. Pewnie nie wiecie z czym to się wiąże aczkolwiek z niczym strasznym. Raz na jakiś czas musze po prostu odbyć rozmowę z policją lub urzędnikiem MOPSU z opisaniem aktualnej sytuacji. I dodatkowo w związku z tym zostałem skierowany na uczestnictwo w programie korekcyjnym w PCPR w bliżej nie określonym terminie. Dziś Niebieską kartę może mieć każdy, bo bez względu na to czy oskarżenie o przemoc jest prawdziwe czy fałszywe, MOPS po czymś takim musi ją założyć. Na forach prawniczych dla kobiet znajdziecie dużo podpowiedzi jak szybko pozbyć się z domu męża, partnera, ojca i nie ponieść z tego tytułu żadnych konsekwencji prawnych za fałszywe oskarżenie.
„J” do dziś zeznaje wszędzie że po całej tej akcji z listopada ona mnie zapraszała do domu, do dzieci, na święta itd. No tak zapraszała abym przyszedł, żebym złamał zakaz zbliżania się który sama mi załatwiła. Od służb otrzymałem radę aby w żadnym wypadku nie dać się na to nabrać. „J” jest zdolna do wszystkiego, przyjedzie Pan, ona uderzy się w ścianę, jej matka zadzwoni na Policje, zezna że Pan ją uderzył i Pan nie wyjdzie z aresztu potem przez wiele miesięcy.
Cały czas czekałem na rozprawę dotyczącą moich kontaktów z córeczkami, mijały dni, tygodnie. Otrzymałem zawiadomienie że rozprawa odbędzie się 30 grudnia. Czyli święta bez moich dzieci, w ciągłym stresie i napięciu, do tego sporo albo nawet bardzo dużo obowiązków w pracy. W sumie się z nich cieszyłem bo długie godziny pracy pozwalały mi choć na chwilę nie myśleć o tym co już się stało i co będzie dalej.
Nadszedł dzień rozprawy, „J” zeznawała w sądzie o tym jakim to byłem złym ojcem, mówiła że chciałem ją nakłonić do aborcji, że zamykałem dzieci w pokoju, że biłem 2 i 4 latkę, że krzyczałem na nie, że dzieci się mnie boją…. Same kłamstwa, materiały która dostarczyłem do sądu były wystarczające, było w nich wiele filmów na których super bawiłem się z dziewczynkami, jak jedna i druga same do mnie przybiegają jak tylko otwierają się drzwi do domu z krzykiem „TATA”, kiedy obie musiałem brać na ręce na przywitanie bo potrafiły być zazdrosne o to że jedną wziąłem na ręce a drugą nie, wiec brałem obie naraz. Filmy gdzie doskonale się bawimy razem w ich pokoju, śmiejemy się, filmy jak usypiam dziewczynki, jak je przebieram, zmieniam pieluszki itd. Nie było tego może aż tak wiele bo przecież nie nagrywasz czegoś codziennie aczkolwiek wystarczyło aby obalić kolejne kłamstwa „J” o moim znęcaniu się nad dziećmi. Sąd wydał zabezpieczenie… Jutro mam jechać po moje dzieci i będę je odbierał od matki 2 razy w tygodniu na kilka godzin i co drugi weekend będą spędzać ze mną. Byłem mega szczęśliwy, jeszcze w ten sam dzień kupiłem foteliki by nikt mi nie zarzucił że przewożę dzieci bez nich, wpadłem do domu, do rodziców z ogromnym uśmiechem na twarzy i nadzieją że znów będę się mógł bawić z moimi dziewczynkami.
Jak bardzo się myliłem….
WPIS WYKONANY: 20.11.2025
Zacznijmy jednak od początku. W 2018 roku poznałem osobę z którą po dość krótkiej znajomości wziąłem ślub. Pani J (będę w tekście określał ją jako "J"). J miała kilkuletnią córkę z poprzedniego związku, mieszkała razem ze swoją mamą, wdową w małym mieszkaniu. Jak zawsze w każdym związku, były motylki, zachwyty i pełne zaangażowanie z dwóch stron. Ślub po trzech miesiącach i pani J z córką wprowadziły się do mojego mieszkania.
6 lat małżeństwa.... przez te 6 lat... co się we mnie zmieniło?
Stałem się nerwowy, przestałem gdziekolwiek wychodzić, przestałem uprawiać jakikolwiek sport, z najbliższą rodziną (rodzice, brat,) właściwie się nie widywałem, przestałem spotykać się z przyjaciółmi. Zapytacie dlaczego??
Dlaczego stałem się nerwowy? – Szybko poczułem się jak zaszczuty pies. Nigdy nie wiedziałem co czeka na mnie w domu po powrocie z pracy. Na pewno codziennie była teściowa. A ja otrzymywałem od „J”, nakazy- właściwie zawsze przed powrotem do domu miałem do zrobienia zakupy dla domu, (listy na 3 sklepy), jak czegoś nie kupiłem z listy to padały z ust "J" komentarze o tym że "nawet zakupów nie potrafi zrobić dobrze " I dalej dla przykładu kiedy po godzinach pracy zdarzały się do mnie jakiekolwiek telefony to każda z rozmów była podsłuchiwana i analizowana przez "J". Mój telefon służbowy był ciągłym obiektem kontroli. "J". To nie tylko była kontrola ale też manipulacja. Gdy zmieniałem hasło do telefonu to "J" musiała je znać, tłumacząc to tym iż w małżeństwie nie ma tajemnic i druga połówka powinna znać wszystkie hasła do loginów męża/żony (tylko że ja nie znałem hasła do jej telefonu, ale sam tego nie wymagałem od niej). Kiedy mój telefon był kontrolowany? - wtedy kiedy spałem. "J" godzinami przed zaśnięciem najpierw przeglądała swojego FB a po moim zaśnięciu w obroty szedł mój telefon. Weryfikowała wszystko co się dało, zaczynając od historii połączeń aż po korespondencję firmowego Teamsa. Dziś wiem że były z tego robione screeny jeśli coś przykuło jej uwagę a potem przy nadarzającej się okazji wyciągane przeciwko mnie w jakiejś wymianie zdań. Dla przykładu kiedy jedna z koleżanek z pracy w podziękowaniu za wykonane zadanie wysłała mi śmieszną minkę na komunikatorze "J" stwierdziła że na pewno mamy romans i że ona poinformuje o tym jej męża. (z tą koleżanką do dziś pracuję i do dziś dobrze się dogaduję, znam jej męża, dzieci i nigdy nie łączyło mnie z nią nic poza pracą) Mógłbym tu opisywać wiele sytuacji zazdrości, oskarżeń, podejrzeń itd. Nie o to tu jednak chodzi, chyba że ktoś z Was będzie chciał czytać o tym jakie inne sytuacje mnie spotkały a było ich mnóstwo to opowiem je później.
Dlaczego przestałem gdziekolwiek wychodzić? - Gdy wychodziliśmy gdzieś razem, np. do lokalu, na jakieś spotkanie towarzyskie, ja nie mogłem być sobą. Nie mogłem się w żaden sposób rozluźnić i czuć spokojnie, bo byłem pod ścisłą kontrolą „J”. Musiałem zawsze zważać na słowa, pilnować się z tym co mówię, o czym mówię i czy to nie spotka się potem z pretensjami że powiedziałem np. za dużo lub nie tak jak ona by chciała. Zdarzyło się wielokrotnie że po jakimś wyjściu przez kilka kolejnych dni było mi wypominane że nie powinienem mówić tego czy tamtego albo zachowywać się ten sposób. (Żeby była jasność nie robiłem niczego złego to były zwykłe rozmowy). W końcu zrezygnowałem z jakichkolwiek wyjść towarzyskich z „J” aby uniknąć niepotrzebnych nerwów. Było to równoznaczne z tym że zerwałem kontakt z przyjaciółmi, zerwałem prawie całkowicie kontakt z rodziną, ponieważ nie chciałem narażać ich na stres związany z ich krytykowaniem, czy nawet ubliżaniem, a „J” do tego się posuwała.
Nie poprawiło to jednak sytuacji bo wtedy pojawiły się pretensje o to że nigdzie nie wychodzimy.
Dlaczego przestałem uprawiać jakikolwiek sport? –Początkowe przyczyny nie były całkowicie spowodowane założeniem rodziny aczkolwiek w późniejszym okresie miało to wpływ. Zrezygnowałem z grania w piłkę po złamaniu ręki. Po jakimś czasie zaczęło mi brakować jednak aktywności fizycznej i sugerowałem „J” że chciałbym wrócić do ćwiczeń na siłowni. Początkowo argumentem „J” przeciwko było to że nie mam na to czasu bo muszę zajmować się rodzina a nie sobą,( notabene o rodzinę cały czas dbałem, nie tylko finansowo) potem pojawił się argument że zamiast ćwiczyć będę oglądał się za „dupami” na siłowni…. Będąc w związku nie wróciłem do żadnej aktywności fizycznej mimo że przed ślubem lubiłem aktywny tryb życia.
Możecie zapytać dlaczego na to wszystko pozwalałem. Odpowiedź jest prosta , z miłości, bo chciałem być dobrym mężem , ojcem, bo chciałem unikać wymówek i awantur ze strony „J”. Chciałem mieć normalną spokojną rodzinę.
Nie przewidziałem tego co „J” wspólnie ze swoją córką i mamusią dla mnie szykują. Dziś myślę że skrzętnie to zaplanowały.
10 Listopada 2024 roku.
„Postawiłem się” „J” czyli wbrew jej niechęci zaprosiłem do naszego domu moich rodziców ( mieszkaliśmy wtedy w wynajętym na życzenie „J” domu) Chciałem aby rodzice zobaczyli się ze swoimi wnuczkami gdyż od ich urodzenia moja Mama widziała je 3-4 razy a Tato jeszcze mniej. „J” razem z dziećmi pojechała na niedzielną mszę, ja zostałem w domu bo wiedziałem że mają do nas przyjechać rodzice. Przyjechali punktualnie, a po około 40 minutach „J” razem z dziećmi wróciła do domu. „J zaprowadziła dzieci na górę do ich pokoju, poszliśmy tam razem z rodzicami. Kiedy mama zaczęła bawić się ze starszą z moich córek, „J” bez przerwy stawała pomiędzy nimi stwierdzając iż ..„ona nie chce się z Tobą bawić” informując mamę że dziecko nie będzie się z nią bawić, mimo to że dziecko chciało. Taka sytuacja powtórzyła się kilkakrotnie, mój tato w tym czasie wyjął telefon aby i zaczął nagrywać to co się dzieje, kiedy „J” to zauważyła, wpadła w furię podbiegła do taty i próbowała wyrwać mu telefon krzycząc przy tym „nie życzę sobie abyś mnie nagrywał” Przy próbie szarpnięcia za jego telefon, on zrobił to mocniej i nie pozwolił jej wyrwać swojej własności a „J” zaczęła krzyczeć do dzieci że została uderzona przez mojego tatę , zatrzasnęła mu drzwi do pokoju przed nosem nadal krzycząc do dzieci o tym iż została uderzona. Mama była jeszcze chwilę w pokoju z dziećmi w końcu doszła do wniosku że dalsze spotkanie nie ma sensu i opuściła pokój. Schodząc po schodach na dół spotkała teściową „A” która nawet nie wiem kiedy została wezwana na miejsce przez „J” albo jej córkę. Rodzice przerażeni opuścili dom i pojechali do siebie a w tym czasie przyjechał patrol policji. Nawet nie wiem kiedy i kto ten patrol wezwał, ale przypuszczam że Policja została wezwana przez teściową „A” która w ogóle nie widziała całej sytuacji. Policjanci przeprowadzili wywiad na temat zdarzenia i odjechali nie podejmując żadnych dalszych kroków. Teściowa „A” zabrała do siebie na noc starszą córeczkę, młodsza natomiast została w domu i została ułożona do snu. Ja aby nie zaostrzać i tak napiętej sytuacji w domu ułożyłem się do snu w salonie na kanapie. Rano miałem wstać i jechać do pracy (tak miałem być 11listopada w pracy). Około 2:30 poczułem jak ktoś wysuwa mi spod poduszki telefon który się ładował. Obudziłem się wtedy i zobaczyłem jak „J” wraz ze swoją (nadmienię 13 letnią) córką uciekają z moim telefonem do łazienki. Zamknęły się tam, a zza drzwi było tylko słychać ich rozmowy między sobą. Próbowały mi się włamać na telefon (2 dni wcześniej zmieniłem hasło). Na początku nawet nie zwracałem na to uwagi gdyż nie miałem niczego do ukrycia. Po kilkunastu minutach stwierdziłem jednak, że jakim prawem w środku nocy kontrolują mój telefon. Poza tym jeśli włamią się na ten telefon to odnajdą moją rozmowę z kuzynką „J” w której to rozmowie prosiłem ją o wsparcie, gdyż od dłuższego czasu już nie dogadywaliśmy się z „J” Pomyślałem, że „J” odkryje to i zrobi tej kuzynce niepotrzebną awanturę. Zastanawiałem się czym otworzyć drzwi do łazienki? Wziąłem nóż do smarowania masła (okrągła końcówka) i przekręciłem zamek. Pociągnąłem za drzwi w tym samym czasie pozbywając się z ręki noża. Drzwi ustąpiły, a „J „ próbowała mnie wypchnąć mimo to wszedłem do łazienki wtedy „J” wraz ze swoją córką wybiegły, pobiegły do garażu i zamknęły się w aucie. Oczywiście wiedziałem, że na pewno zostanie wezwana policja. Wyszedłem przed dom próbując się uspokoić i czekałem. Nie chciałem też aby dzwonek do drzwi obudził śpiącą młodszą córeczkę. Po przyjeździe policji wpuściłem ich do garażu gdzie siedziała w aucie zamknięta „J” wraz ze swoją córką. Opuściły one auto przy policjantach i przy nich „J” oddała mi telefon i kluczyki do samochodu. Oskarżyła mnie przy tym o to, że chciałem ją zabić i zaatakowałem ją nożem. Pokazałem policjantom rzeczony nóż (ten do masła którym otworzyłem drzwi łazienkowe) wyjaśniłem całą sytuację, „J” w tym czasie wyjęła z szuflady największy nóż jaki był w domu i pokazywała, że nim chciałem ją zaatakować. Policjanci pomimo tego, że doskonale zdali sobie sprawę z tego, że „J” kłamie, poinformowali mnie, że muszą zachować procedury i mnie zatrzymać na 48h. Nie protestowałem choć prosiłem o możliwość opuszczenia domu i udania się do rodziców, niestety nie pozwolono mi, procedury są procedurami. Zostałem przetransportowany na komendę. Tam zbadano mi po raz kolejny trzeźwość, co tylko potwierdziło że byłem całkowicie trzeźwy. W związku z tym ponad godzinę czekałem na korytarzu, aż uda się wygospodarować celę z trzeźwymi osadzonymi, bo tylko z takimi mogłem przebywać. Zostałem posadzony w celi z dwoma Panami, którzy czekali na transport do więzienia na wykonanie wyroku. Policjanci pełniący dyżur podtrzymywali mnie na duchu i mówili, że do południa powinienem zostać wypuszczony, bo nie ma żadnych przesłanek do tego, aby mnie tu trzymać. Po spędzeniu około 12h w celi zostałem odprowadzony do pokoju przesłuchań, gdzie dowiedziałem się, że „J” przyszła na policję i złożyła zeznania oskarżające mnie o przemoc wobec niej i dzieci. Zostałem zatrzymany na kolejne 24h… Wreszcie zostałem wypuszczony, otrzymałem 14 dniowy zakaz zbliżania się do domu z natychmiastowym wykonaniem. Ustaliłem, że w asyście policji pojadę do domu po moje rzeczy osobiste i odjadę swoim autem do domu rodziców. Odzyskałem telefon, klucze, sznurówki, ubrałem się i czekałem na patrol, który pojedzie razem ze mną po rzeczy. W międzyczasie uruchomiłem swój telefon. Poza kilkunastoma nieodebranymi połączeniami, zauważyłem że z telefonu zostały usunięte wszystkie wiadomości jakie były wymieniane pomiędzy mną a „J”. Zniknęły wszystkie SMS, historia Messenger i whastupp. Zniknęły tylko rozmowy z „J”, wszystko inne pozostało nienaruszone. ( nadmienię że te rozmowy były delikatnie mówiąc kompromitujące „J”, pokazujące jej prawdziwe oblicze, manipulacje, czy wulgaryzmy pod moim adresem. Krótko mówiąc usunęła wszystkie niewygodne dla niej materiały. Zobaczyłem też wpis na Facebooku na grupie „Spotted” informujący że „przewodniczący rady osiedla Tomasz Ś został zatrzymany na 48h. O tym nikt nie mógł wiedzieć więc zgadnijcie kto zamieścił ten wpis…
Po przyjeździe do domu po swoje rzeczy osobiste, „J” już w drzwiach przywitała mnie z umową darowizny samochodu w ręku i rzuciła „podpisz to”. Możecie nie wierzyć ale zrobiła to przy policjantach którzy ze mną byli, ich miny? Bezcenne. Nie podpisałem tego papierka, poprosiłem o zwrot mojego laptopa i o możliwość zabrania rzeczy osobistych. „J” stwierdziła że musi najpierw z laptopa usunąć swoje pliki. Kiedy to robiła, policjanci zapytali jej czy my w takim razie w tym czasie możemy iść do szafy abym spakował swoje rzeczy, „J” kategorycznie odmówiła stwierdzając że ona musi widzieć co zabieram żebym czegoś nie ukradł. Idąc do pomieszczenia gdzie była szafa z moimi rzeczami słyszałem z zamkniętych drzwi moje dwie córeczki jak bawią się z „A”. To był ostatni raz kiedy udało mi się choć normlanie je usłyszeć. Pakując swoje rzeczy do worków na śmieci „J” cały czas stała w drzwiach i obserwowała co robię, głośno zakomunikowała abym spakował też swoją broń. Nie wiem co miało to na celu aczkolwiek policjanci od razu zapytali czy posiadam broń. Tak posiadałem pistolet gazowy w opakowaniu. Spakowałem swoje rzeczy do 4 worków na śmieci i zapakowałem je do bagażnika. Policjanci na odchodne powiedzieli mi że bardzo mi współczują i czekali aż odjadę. To był mój ostatni raz kiedy byłem w domu i słyszałem moje dzieci.
Po dojechaniu do rodziców….. siadłem na ziemi i wtedy dotarło do mnie jak łatwo jest zniszczyć życie człowiekowi, wystarczy być przebiegłym, zawziętym. Ostatnie przeżycia, frustracje 6 lat dały górę- rozpłakałem się i nie wiedziałem co mam dalej ze sobą począć i co mnie czeka…. A czekało mnie bardzo wiele i nadal wiele przede mną….
TAK ROZPOCZĄŁ SIĘ PROCES SYSTEMATYCZNEGO NISZCZENIA MNIE JAKO CZŁOWIEKA/OJCA/PRACOWNIKA
CDN.
Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador